10. 06.2002r.
Po kilku dniach namysłu Amano w końcu zdecydował sie na stanie jednym z dzieci diabła. Noc była chłodna a księżyc oświetlał ciemny las. Nawet lekki podmuch wiatru zmuszał zaschnięte i stare gałęzie do ruchu. Co jakiś czas można było usłyszeć zwierzęta czy tez laykow którzy byli na łowach.
Kiedy juz byli prawie na miejscu słychać było tylko płacz i krzyki a na ziemi malowały sie ścieżki z krwi. Amano wbijał swój przestraszony wzrok w plecy Amay'i która dumnie stąpała w kałużach krwi. Nagle stanęli. Amano obejrzał sie do okola. Na drzewach bylo mnóstwo powieszonych cial na których ptaki jak i zwierzęta żerowały. Po krótkim czasie stania w miejscu pokazały sie schody prowadzące na dół. Szybkim i stanowczym krokiem dwójka nastolatków ruszyła przed siebie. Szli teraz ciemnym i wąskim korytarzem. Od czasu do czasu mijali cele z których czuć było odór gnijących ciał. Amano pierwszy raz widział tak drastyczne sceny. Jako anioł byl przewrażliwiony na ludzkie cierpienie. Kiedy szedł próbując nie zwracać uwagi na te rzeczy nagle usłyszał bardzo niski i dosadny głos.
- Anioł w królestwie diabła,? Przyznam ze to nie codzienny widok.
Amano zadarł głowę do góry. Jego oczom ukazał sie mężczyzna w średnim wieku z krotko obciętymi włosami. Na czole było można zauważyć dwa rogi a z tylu widniał długi i cienki ogon. . Mężczyzna ubrany byl w ciemny garnitur. Siedział na wielkim fotelu a wokół niego było mnóstwo kobiet. Zamoczył usta w kieliszku białego wina po czym wstał.
- Amaya, czemu przyprowadziłaś tutaj tego anioła. To ma być prezent dla mnie?
-Nie ojcze. On pragnie byc jednym z nas.
- Co dobrze uslyszałem. wysłanik bozy chce zostac dzieckiem diabła? Cóż każdy krok przeciwko moim wrogom mnie uszczęśliwia. A wiec dobrze zaadoptuje cie i staniesz sie synem diabła.Podejdz tu chłopcze.
Amano nie pewnym krokiem podszedł do lucyfera i staną na przeciwko niego. Mężczyzna podwinął rękawy i nacią swoja rękę. Ciemno bordowe krople krwi skapywały do kieliszka z którego jeszcze przed chwila pił diabeł. Zrobił kilka kolistych ruchów ręka w której trzymał naczynie po czym dał chłopcu. Amano nie pewnie popatrzył sie na mężczyznę i po krótkiej chwili wypił cała zawartość kielicha.
-No dobrze. teraz podpisz akt.
Na kartce papieru która trzymał lucyfer widniało tylko jedno zdanie. "Od teraz jestem synem diabła"
Amano bez namysłu szybko sie podpisał. Nagle jego skrzydła sie rozwinęły i zmieniły kolor na czarny. To była jedyna widoczna zmiana na jego ciele.
Nie czekając obrócił sie i zaczął pospiesznym krokiem iść w kierunku Amay'i. Dłonie delikatnie ułożył na jej policzkach po czym ja pocałował.
- A teraz naprawdę wierze ze jestem dzieckiem diabła.-popatrzył na zdziwioną Amay'ie i uśmiechnął sie lekko do niej.
piątek, 23 sierpnia 2013
środa, 31 lipca 2013
Rozdział 6
03.06.2002r.
Pierwsze promienie słońca i śpiew ptaków oznajmiały wszystkim laykom początek nowego dnia. Amaya jeszcze leniwie przewracając sie z boku na bok nie dopuszczała do siebie wiadomości ze musi wstać, tym bardziej ze to był jej dzień wolny. Otuliła sie swoja cieka i lekko zniszczona kołdrą i próbowała zasnąć. Kiedy nagle usłyszała niepokojące dźwięki . Od razu wstała i pobiegła zobaczyć co sie dzieje w kuchni. Kiedy tylko stanęła w drzwiach zobaczyła Amano który z gracja hipopotama poruszał sie po pomieszczeniu. Zrzucał przy tym rożne rzeczy i przesuwał krzesła.
-Czego tu szukasz?
-J-ja chciałem tylko herbatę.-lekko przestraszony Amano spojrzał na Amay'e.
Amaya podeszła do szafki, sięgnęła dwa kubki po czym otworzyła lodówkę i wyciagnela mleko. Nalala do kubkow i podala jeden z nich Amano.
-Prosilem o Herbate.
-Nie mam Herbaty. Masz mleko.
Chłopak chwycił kubek tak żeby nie dotknąć reki Amay'i. Usiadł na parapecie i spoglądał sie na jakiś punkt za oknem. Amaya także wzięła kubek i usiadła na krześle. Nastała cisza.
-A wiec wytłumaczysz mi to wszystko?
Amano spojrzał sie na Amaye która właśnie zamaczała swoje wargi w zimnym mleku.
-Co tu dużo opowiadać. Juz od urodzenia nie pasowałem do aniołów. Widzisz te moje kruczo czarne włosy? Jako jedyny takie miałem. Potem jak trochę podrosłem zacząłem łamać zasady. Kłamałem, kradlem, piłem, itp.
-O widzę ze byleś niezłym kryminalista.
-Dla ciebie to niby nic, ale dla aniołów to jak kogoś zabicie.
-A właśnie, czemu kłamałeś ze jesteś synem boga zabłąkanych dusz?
-A przyjęła byś anioła do domu?
-Eeeee.
-Zresztą nie odpowiadaj dobrze wiem jaka jest twoja odpowiedz.
-To co zamierzasz teraz zrobić?
-E w sumie to nie mam pojęcia. Nie mam zamiaru chować sie do końca życia. W sumie to nie chce już byc aniołem ale nic raczej z tym nie zrobię.
-Jak to nie. Przecież jakiś bóg może cie adoptować. Ooo na przykład mój ojczulek. To tez ułatwi nam mieszkanie razem bo jak cie dotknę to cie nie zabije.
-A kto powiedział ze będę z tobą mieszkać w nieskończoność.?
-No tak kto by chciał mieszkać z takim potworem.
Nastała nie zręczna cisza. Amaya wypiła do końca swoje mleko i poszła do łózka. Trzask zamykających sie drzwi rozprzestrzeniał się po całym domu.
Pierwsze promienie słońca i śpiew ptaków oznajmiały wszystkim laykom początek nowego dnia. Amaya jeszcze leniwie przewracając sie z boku na bok nie dopuszczała do siebie wiadomości ze musi wstać, tym bardziej ze to był jej dzień wolny. Otuliła sie swoja cieka i lekko zniszczona kołdrą i próbowała zasnąć. Kiedy nagle usłyszała niepokojące dźwięki . Od razu wstała i pobiegła zobaczyć co sie dzieje w kuchni. Kiedy tylko stanęła w drzwiach zobaczyła Amano który z gracja hipopotama poruszał sie po pomieszczeniu. Zrzucał przy tym rożne rzeczy i przesuwał krzesła.
-Czego tu szukasz?
-J-ja chciałem tylko herbatę.-lekko przestraszony Amano spojrzał na Amay'e.
Amaya podeszła do szafki, sięgnęła dwa kubki po czym otworzyła lodówkę i wyciagnela mleko. Nalala do kubkow i podala jeden z nich Amano.
-Prosilem o Herbate.
-Nie mam Herbaty. Masz mleko.
Chłopak chwycił kubek tak żeby nie dotknąć reki Amay'i. Usiadł na parapecie i spoglądał sie na jakiś punkt za oknem. Amaya także wzięła kubek i usiadła na krześle. Nastała cisza.
-A wiec wytłumaczysz mi to wszystko?
Amano spojrzał sie na Amaye która właśnie zamaczała swoje wargi w zimnym mleku.
-Co tu dużo opowiadać. Juz od urodzenia nie pasowałem do aniołów. Widzisz te moje kruczo czarne włosy? Jako jedyny takie miałem. Potem jak trochę podrosłem zacząłem łamać zasady. Kłamałem, kradlem, piłem, itp.
-O widzę ze byleś niezłym kryminalista.
-Dla ciebie to niby nic, ale dla aniołów to jak kogoś zabicie.
-A właśnie, czemu kłamałeś ze jesteś synem boga zabłąkanych dusz?
-A przyjęła byś anioła do domu?
-Eeeee.
-Zresztą nie odpowiadaj dobrze wiem jaka jest twoja odpowiedz.
-To co zamierzasz teraz zrobić?
-E w sumie to nie mam pojęcia. Nie mam zamiaru chować sie do końca życia. W sumie to nie chce już byc aniołem ale nic raczej z tym nie zrobię.
-Jak to nie. Przecież jakiś bóg może cie adoptować. Ooo na przykład mój ojczulek. To tez ułatwi nam mieszkanie razem bo jak cie dotknę to cie nie zabije.
-A kto powiedział ze będę z tobą mieszkać w nieskończoność.?
-No tak kto by chciał mieszkać z takim potworem.
Nastała nie zręczna cisza. Amaya wypiła do końca swoje mleko i poszła do łózka. Trzask zamykających sie drzwi rozprzestrzeniał się po całym domu.
czwartek, 27 czerwca 2013
Rozdział 5
02.06.2002 r
Ostatnie nazwisko z listy już skreślone. Amaya z satysfakcja mogla wrócić do domu. W tym miesiącu skończyła o wiele wcześniej swoja prace. Pierwszy raz nie trotuarowa swoich ofiar lecz szybko pozbawiała ich życia co było u niej zadkościa. Kiedy tylko przekroczyła próg swojego domu rozebrała się zrzucając gdzie popadnie swoje ubrania. Po czym od razu udała się pod prysznic. Odkręciła kran i po chwili poczuła zimny strumień wody na swoim ciele. Woda skutecznie zmywała krew mieszając się z nią. Już po chwili Amaya wzięła ręcznik i owinęła się nim. Z włosów spływały krople wody prosto na podłogę, a jeszcze mokre stopy zostawiały ślad. Przez okna wpadały promienie słońca które było rzadkim gościem w domu Amay'i lecz zarówno jedynym tak częstym.
Odkąd Amaya zaczęła zabijać wszyscy się jej zaczęli bać. Chociaż nie była jedynym dzieckiem boga śmierci to jedynym tak brutalnym. Nie mogla się nigdzie odnaleźć a nawet nie próbowała. Tak na prawdę nigdy nie przeszkadzało jej ze jest sama. Moze dlatego ze nigdy nie zaznała miłości ani nigdy nie kochała. Chociaż w głębi serca tak bardzo tego pragnęła.
Kiedy siedziała na łózko rozmyślając o swoim życiu usłyszała pukanie do drzwi. Wstała nie chętnie żeby otworzyć drzwi. U progu zobaczyła Amano który miał walizkę w reku .Kiedy spojrzał na Amay'e w samym ręczniku, na jego twarzy malowało się zdziwienie i zażenowanie.
-O co chodzi. Jeżeli chcesz mi cos sprzedać to przykro mi ale niczego nie kupie.
-W ogóle nie masz wstydu. Jak możesz tak otwierać komuś drzwi. -Amano próbował zamaskować jego rumieńce na twarzy. Jednak bez skutku.
-Przed chwila sie kąpałam. A po za tym nigdy nie mam gości.
- No tak przecież, kto by chciał do ciebie przychodzić. Ale ja nie mam wyboru. Jesteś jedyna osoba którą znam.
-A wiec moze łaskawie powiesz mi co tu robisz?
- Musze z tobą zamieszkać.
- Cooo.?? Dlaczego? I kto w ogóle ci pozwolił?
- Tez nie jestem z tego zadowolony przecież w każdej chwili możesz mnie zabić. Ale nie mam wyboru. Szukają mnie. Złamałem kilka praw które dzieci boga powinny przestrzegać.
- Ej że. Jesteś dzieckiem boga? Tym bardziej nie możesz przebywać tu ze mną. Jesteś naprawdę głupi.
-Słuchaj wiem ze Laykry podziemne, naziemne i nadziemne nie żyją ze sobą w zgodzie ale ja naprawdę nie mam wyboru.
- Jeżeli nie zabije cie przez przypadek to na pewno zrobię to celowo. Wchodź. -wskazała palcem przedpokój.
Amano nie rozmyślając dłużej bez wahania wszedł do środka. Rozejrzał sie po pomieszczeniu i chociaż już kiedyś tu był to miał ciarki na ciele. Nie był przyzwyczajony do widoku tylu krwi w pomieszczeniu. Odwrócił sie w stronę Amay'i.
-No to gdzie mam spać?
Ostatnie nazwisko z listy już skreślone. Amaya z satysfakcja mogla wrócić do domu. W tym miesiącu skończyła o wiele wcześniej swoja prace. Pierwszy raz nie trotuarowa swoich ofiar lecz szybko pozbawiała ich życia co było u niej zadkościa. Kiedy tylko przekroczyła próg swojego domu rozebrała się zrzucając gdzie popadnie swoje ubrania. Po czym od razu udała się pod prysznic. Odkręciła kran i po chwili poczuła zimny strumień wody na swoim ciele. Woda skutecznie zmywała krew mieszając się z nią. Już po chwili Amaya wzięła ręcznik i owinęła się nim. Z włosów spływały krople wody prosto na podłogę, a jeszcze mokre stopy zostawiały ślad. Przez okna wpadały promienie słońca które było rzadkim gościem w domu Amay'i lecz zarówno jedynym tak częstym.
Odkąd Amaya zaczęła zabijać wszyscy się jej zaczęli bać. Chociaż nie była jedynym dzieckiem boga śmierci to jedynym tak brutalnym. Nie mogla się nigdzie odnaleźć a nawet nie próbowała. Tak na prawdę nigdy nie przeszkadzało jej ze jest sama. Moze dlatego ze nigdy nie zaznała miłości ani nigdy nie kochała. Chociaż w głębi serca tak bardzo tego pragnęła.
Kiedy siedziała na łózko rozmyślając o swoim życiu usłyszała pukanie do drzwi. Wstała nie chętnie żeby otworzyć drzwi. U progu zobaczyła Amano który miał walizkę w reku .Kiedy spojrzał na Amay'e w samym ręczniku, na jego twarzy malowało się zdziwienie i zażenowanie.
-O co chodzi. Jeżeli chcesz mi cos sprzedać to przykro mi ale niczego nie kupie.
-W ogóle nie masz wstydu. Jak możesz tak otwierać komuś drzwi. -Amano próbował zamaskować jego rumieńce na twarzy. Jednak bez skutku.
-Przed chwila sie kąpałam. A po za tym nigdy nie mam gości.
- No tak przecież, kto by chciał do ciebie przychodzić. Ale ja nie mam wyboru. Jesteś jedyna osoba którą znam.
-A wiec moze łaskawie powiesz mi co tu robisz?
- Musze z tobą zamieszkać.
- Cooo.?? Dlaczego? I kto w ogóle ci pozwolił?
- Tez nie jestem z tego zadowolony przecież w każdej chwili możesz mnie zabić. Ale nie mam wyboru. Szukają mnie. Złamałem kilka praw które dzieci boga powinny przestrzegać.
- Ej że. Jesteś dzieckiem boga? Tym bardziej nie możesz przebywać tu ze mną. Jesteś naprawdę głupi.
-Słuchaj wiem ze Laykry podziemne, naziemne i nadziemne nie żyją ze sobą w zgodzie ale ja naprawdę nie mam wyboru.
- Jeżeli nie zabije cie przez przypadek to na pewno zrobię to celowo. Wchodź. -wskazała palcem przedpokój.
Amano nie rozmyślając dłużej bez wahania wszedł do środka. Rozejrzał sie po pomieszczeniu i chociaż już kiedyś tu był to miał ciarki na ciele. Nie był przyzwyczajony do widoku tylu krwi w pomieszczeniu. Odwrócił sie w stronę Amay'i.
-No to gdzie mam spać?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)