sobota, 5 maja 2012

Rozdział 2

16.05.2002r.

Na zmęczoną twarz Amay'i padały promienie słońca które dostały się przez brudne okno jej pokoju. Kolejny raz nie spała całą noc. Kolejny raz śnił się ten sam koszmar w którym był ten sam chłopiec z tą samą zapłakaną twarzą. Amaya coraz częściej zadawała sobie pytanie czy dobrze zrobiła. Sięgnęła pogniecioną gazetę która leżała przy jej łóżku.
-"Masakra w rodzinie. Czy są powody do strachu?"- zaczęła po raz kolejny czytać nagłówek gazety z 1995r. -''Wczoraj o godzinie 23.46 znaleziono zmasakrowane ciała dwójki dorosłych. Sprawca na razie nie znany. policja wszczęła postępowanie. Czy mamy powody się bać? Policja prosi o zachowanie ostrożności."- czytała dalej. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Odłożyła gazetę i wstała z łóżka. Ubrała zadurzą czarną bluzkę i podążyła do kuchni. Wzięła mleko z lodówki, kiedy właśnie usłyszała pukanie. Amaya podeszła do drzwi  i otworzyła je. Za nimi był młody chłopak który wydawał się być jej dziwnie znajomy.
-Amaya? -spytał nie pewnie chłopak.
-Tak, a kto pyta?- przypatrywała się jemu bardzo dokładnie tak jak by miała sobie zaraz przypomnieć gdzie go już widziała.
- Chłopak któremu spieprzyłaś życie.- wykrzyczał z łzami w oczach.
Amaya stała w drzwiach patrząc na chłopaka ze zdziwieniem. Nie sądziła że spotka go jeszcze, a na pewno nie sądziła że będzie stał przed jej domem.
- Cze..czemu ich zabiłaś?- spytała z zapłakaną twarzą.
-Jak mnie znalazłeś i skąd wiedziałeś że to ja?
- To nie ja się powinienem tłumaczyć, tylko ty. Morderczyni. Zabije cie. Zabije, zobaczysz.
- Haha. Kotek mnie nie da się zabić.-uśmiechnęła się do nie go.
-Ja..Jak to nie da?  -spytał z zdziwieniem.
-Jestem dzieckiem śmierci. Ja zabijam tych którzy już dawno powinni umrzeć. Przecież wiesz że laykry mają rożne moce i są dziećmi rożnych bogów, demonów i tym podobnych stworzeń które żyją na tym świecie. Możesz mnie nienawidzić, ale jak nie ja to kto inny ich by zabił.
- A...ale zniszczyłaś mi całe życie.-wymamrotał spod nosa.