niedziela, 7 października 2012

Rozdział 4

27.05.2002r.

Dochodziła godzina 14 a listonosz się spóźniał.. Zawsze był punktualny z obawy ze jeśli się spóźni, Amaya go zabije. Dzisiaj był szczególny dzień gdyż miała właśnie nadejść lista z osobami do zabicia jak co miesiąc. Ami siedziała właśnie w swoim pokoju czyszcząc swą kose i myśląc nad ostatnią rozmową z Amano. Myślała dlaczego właściwie był taki spokojny kiedy mówiła o śmierci jego rodziców. Myślała że tylko ona nie potrafi okazywać emocji. Chociaż gdy opowiedziała jemu swoją historie wybiegł. Amaya była zawsze sama i nie rozumiała zachowania innych layków. Po pustym domu rozniósł się dźwięk pukania do drzwi. Amaya odłożyła swą kose i pobiegła do drzwi., Otworzyła je, a na progu zobaczyła kopertę.Była czarna jak słoma, Było na niej napisane czerwonym jak krew atramentem :Do Dziecka diabła. Nie czekając ani chwili otworzyła kopertę. Na liście miała o 3 nazwiska więcej niż ostatnio.
-Ech. Tatko mnie rozpieszcza.- powiedziała uśmiechając się sama do siebie.
Amaya nie traciła ani chwili. Ubrała czarną koszule i spodnie po czym chwyciła kose założyła w biegu trampki i wybiegła z domu.
-Pierwszy Adrian. ( aptekarz)- Czytała z listy.
Biegła przez cale miasto na przedniejsza gdzie mieściła się apteka. Tak dawno nie miała splamionych rąk krwią. Już nie mogła się doczekać swojej pierwszej ofiary w tym miesiącu. Kiedy weszła do apteki zauważyła Amano. Nie wiedziała co ma w tej sytuacji zrobić .
-Co t tu robisz? -spytała się
-Ja...- zaczęła - Ja wykonuje swoją prace.
-Prace ? Czyli znaczy że chcesz zabić tego faceta? - mówiąc to wskazał na aptekarza.
-Nom. Tak jakby. -aptekarz słysząc to uciekł do magazynu.
-Nie pozwolę ci na to.
-Nie powstrzymasz mnie. Jak cie tylko dotknę zabije cię zapomniałeś już o tym?
-Bardzo dobrze o tym pamiętam. Ale pamiętaj że ty też nie jesteś nie śmiertelna.  wyją miecz z pokrowca i wyciągną go przed siebie.
-Grozisz mi.? Jeżeli nie zabije tego koleśia moge pozegnać się z moją zapłatą. Więc nie wtrącaj się. -Amaya  przeskoczyła przez lade i podbiegła do drzwi na zaplecze. Amano stanoł za nią od tyłu i przyłorzył jej miecz do gardła. Ami swoją kosą uderzyła Amano w noge przy czym rozwaliła drzwi.
Apterarz siedział przerażony w kącie zaplecza. Amaya podeszła do niego. Amano zakrywając rane ręką szedł żeby powstrzymać Amaye.
- Nic ci nie zrobie. powiedziawszy to Ami przejechała dłonią przez policzek ofiary. Mężczyzna przestał się ruszać, a jego powieki bezwładnie poszły w dół.
-Zadowolony.?  -spytała rozgniewana.
-Czym niby? Przecież i tak go zabiłas.
-No tak, ale nie cierpiał. Zwylkle robie to bardziej brutalnie.-Odpowiedziała. Po czym wyjeła liste żeby sprawdzić czy jego imie zostało wykreślone.

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 3

19.05.2002r.

Dźwięk gotującej się wody rozprzestrzeniał się po całym domu. Co jakiś czas woda wylewała się z czajnika.
-Woda się za gotowała - powiedział Amano który siedziała na wprost kuchenki.
Amaya spojrzała na niego tak jakby chciała powiedzieć ''nie jestem ślepa''  i wyłączyła gotującą się od jakiegoś czasu wodę zalała nią dwa kubki które stały na stole. Podała Amano herbatę i sama  usiadła na  krześle blisko niego.
-No to mów, co chcesz wiedzieć o tamtym dniu? -spytała chwytając kubek.
- Co chce wiedzieć?- powtórzył - Che wiedzieć dlaczego mnie nie zabiłaś.
-No bo wiesz.... nie zabijam dzieci, tym bardziej jak siedzą przy moich ofiarach i żałośnie krzyczą tak jak by mieli ich zaraz obudzić.-  spojrzała na niego i wzięła łyk herbaty. Nadal nie wierzyła że ten sam dzieciak co sprzed kilku laty,  siedzi teraz z nią  w jej domu.
- A myślisz że jak miało się zachować  10 letnie dziecko.
- Ja też miałam wtedy dziesięć lat, a już zabijałam. Takie życie layków, nic na to nie poradzisz. A tak pro po to jakim jesteś laykiem?
- Ja jestem synem boga zabłąkanych dusz.- wymruczał.
- Ej, czyli widziałeś swoich rodziców po śmierci?
- Powiedziałem ''zabłąkanych''. Widzę tylko takie dusze które coś trzyma na ziemi.
- Czyli twoich rodziców nic nie trzymało na ziemi?- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Zamknij się.- krzykną.
- Dobra , dobra.- Tylko się spytałam.- spuściła wzrok
- A twoi starzy, gdzie są. I w ogóle jak mogą ci na coś takiego pozwalać? - spytał zdenerwowany
- Nie żyją od kilu lat.
- Jak umarli?
- Zabiłam ich. Ojciec bił moją matkę. Jakoś to znosiła , ale było jeszcze gorzej. Mama zdradziła tatę. Jak się o tym dowiedział to w domu wybuchła awantura. Mój ojciec zgwałcił moja matkę, a potem pobił. Nie mogłam wybaczyć matce jej zdradę, a ojcu że tak traktował mamę. Więc ich zabiłam. Nie potrzebuje ich. Jak widzisz  mieszkam sama i niczego mi nie brakuje.- Amaya spojrzała na przerażoną minę Amano.- Nie bój się, tak długo jak nie dostane listy do zabicia na której będziesz nie zabije cię. Tylko ty też uważaj i nie dotykaj mnie.
- Jak to ''nie dotykaj mnie''.?- patrzył na Amay'e tak jakby zobaczył jakiegoś potwora.
- No normalnie. Bo widzisz, mam to do siebie że zabijam dotykiem.- radośnie powiedziała.

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 2

16.05.2002r.

Na zmęczoną twarz Amay'i padały promienie słońca które dostały się przez brudne okno jej pokoju. Kolejny raz nie spała całą noc. Kolejny raz śnił się ten sam koszmar w którym był ten sam chłopiec z tą samą zapłakaną twarzą. Amaya coraz częściej zadawała sobie pytanie czy dobrze zrobiła. Sięgnęła pogniecioną gazetę która leżała przy jej łóżku.
-"Masakra w rodzinie. Czy są powody do strachu?"- zaczęła po raz kolejny czytać nagłówek gazety z 1995r. -''Wczoraj o godzinie 23.46 znaleziono zmasakrowane ciała dwójki dorosłych. Sprawca na razie nie znany. policja wszczęła postępowanie. Czy mamy powody się bać? Policja prosi o zachowanie ostrożności."- czytała dalej. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Odłożyła gazetę i wstała z łóżka. Ubrała zadurzą czarną bluzkę i podążyła do kuchni. Wzięła mleko z lodówki, kiedy właśnie usłyszała pukanie. Amaya podeszła do drzwi  i otworzyła je. Za nimi był młody chłopak który wydawał się być jej dziwnie znajomy.
-Amaya? -spytał nie pewnie chłopak.
-Tak, a kto pyta?- przypatrywała się jemu bardzo dokładnie tak jak by miała sobie zaraz przypomnieć gdzie go już widziała.
- Chłopak któremu spieprzyłaś życie.- wykrzyczał z łzami w oczach.
Amaya stała w drzwiach patrząc na chłopaka ze zdziwieniem. Nie sądziła że spotka go jeszcze, a na pewno nie sądziła że będzie stał przed jej domem.
- Cze..czemu ich zabiłaś?- spytała z zapłakaną twarzą.
-Jak mnie znalazłeś i skąd wiedziałeś że to ja?
- To nie ja się powinienem tłumaczyć, tylko ty. Morderczyni. Zabije cie. Zabije, zobaczysz.
- Haha. Kotek mnie nie da się zabić.-uśmiechnęła się do nie go.
-Ja..Jak to nie da?  -spytał z zdziwieniem.
-Jestem dzieckiem śmierci. Ja zabijam tych którzy już dawno powinni umrzeć. Przecież wiesz że laykry mają rożne moce i są dziećmi rożnych bogów, demonów i tym podobnych stworzeń które żyją na tym świecie. Możesz mnie nienawidzić, ale jak nie ja to kto inny ich by zabił.
- A...ale zniszczyłaś mi całe życie.-wymamrotał spod nosa.


wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 1

 27.04.1995
Biała ściana w plamach krwi odbijała pomarańczowe promienie słońca które przedostawały się przez szczeliny pomiędzy zasłonami. Mały pokój w którym była tylko ona i jej ofiary. Cała była splamiona krwią. Kochała te uczucie kiedy mogła patrzeć na swoje ofiary jak do ostatniej chwili swojego życia się miotały i błagały o litość. Podeszła do kobiety która leżała skulona, Amaya usiadła na podłodze po czym delikatnym ruchem starła krople z polika kobiety. Zamknęła oczy i nie było już dla niej ratunku. Jej ciało stało się bez władne. Amaya zasmakowała krwi która była na jej dłoniach.
-Mniam- oblizała wargi.
Za pleców Amay'i było słychać  kroki.
-Ktoś tam jest?- usłyszała głośne pytanie. Drzwi się uchyliły, a za nich wychylił się mały chłopiec.-Mamo? Tato?.- zapytał jeszcze raz chłopiec.Nie pewnym  krokiem wszedł do pokoju gdzie zobaczył krew i ciała rodziców.- Ma-Mamo!? - podszedł do ciała kobiety z łzami w oczach. Obią martwe ciało jak najmocniej umiał. Amaya korzystając z okazji wymknęła się przez okno. Nie interesował ją chłopiec ani co się z nim stanie. Chciała jak najszybciej o tym zapomnieć. Chciała wrócić już do domu wykąpać się i uzupełnić swój dziennik zabitych. Chciała zapomnieć o chłopcu z tamtego domu.

czwartek, 23 lutego 2012

Uwaga

UWAGA
Od dnia 24.02.2012 zaczynam pisać na nowo. O tej samej tematyce tylko troszkę zmieniony :D Mam nadzieje że ten będzie się bardziej wam podobał. To tyle.
Miłego czytania :3