27.05.2002r.
Dochodziła godzina 14 a listonosz się spóźniał.. Zawsze był punktualny z obawy ze jeśli się spóźni, Amaya go zabije. Dzisiaj był szczególny dzień gdyż miała właśnie nadejść lista z osobami do zabicia jak co miesiąc. Ami siedziała właśnie w swoim pokoju czyszcząc swą kose i myśląc nad ostatnią rozmową z Amano. Myślała dlaczego właściwie był taki spokojny kiedy mówiła o śmierci jego rodziców. Myślała że tylko ona nie potrafi okazywać emocji. Chociaż gdy opowiedziała jemu swoją historie wybiegł. Amaya była zawsze sama i nie rozumiała zachowania innych layków. Po pustym domu rozniósł się dźwięk pukania do drzwi. Amaya odłożyła swą kose i pobiegła do drzwi., Otworzyła je, a na progu zobaczyła kopertę.Była czarna jak słoma, Było na niej napisane czerwonym jak krew atramentem :Do Dziecka diabła. Nie czekając ani chwili otworzyła kopertę. Na liście miała o 3 nazwiska więcej niż ostatnio.
-Ech. Tatko mnie rozpieszcza.- powiedziała uśmiechając się sama do siebie.
Amaya nie traciła ani chwili. Ubrała czarną koszule i spodnie po czym chwyciła kose założyła w biegu trampki i wybiegła z domu.
-Pierwszy Adrian. ( aptekarz)- Czytała z listy.
Biegła przez cale miasto na przedniejsza gdzie mieściła się apteka. Tak dawno nie miała splamionych rąk krwią. Już nie mogła się doczekać swojej pierwszej ofiary w tym miesiącu. Kiedy weszła do apteki zauważyła Amano. Nie wiedziała co ma w tej sytuacji zrobić .
-Co t tu robisz? -spytała się
-Ja...- zaczęła - Ja wykonuje swoją prace.
-Prace ? Czyli znaczy że chcesz zabić tego faceta? - mówiąc to wskazał na aptekarza.
-Nom. Tak jakby. -aptekarz słysząc to uciekł do magazynu.
-Nie pozwolę ci na to.
-Nie powstrzymasz mnie. Jak cie tylko dotknę zabije cię zapomniałeś już o tym?
-Bardzo dobrze o tym pamiętam. Ale pamiętaj że ty też nie jesteś nie śmiertelna. wyją miecz z pokrowca i wyciągną go przed siebie.
-Grozisz mi.? Jeżeli nie zabije tego koleśia moge pozegnać się z moją zapłatą. Więc nie wtrącaj się. -Amaya przeskoczyła przez lade i podbiegła do drzwi na zaplecze. Amano stanoł za nią od tyłu i przyłorzył jej miecz do gardła. Ami swoją kosą uderzyła Amano w noge przy czym rozwaliła drzwi.
Apterarz siedział przerażony w kącie zaplecza. Amaya podeszła do niego. Amano zakrywając rane ręką szedł żeby powstrzymać Amaye.
- Nic ci nie zrobie. powiedziawszy to Ami przejechała dłonią przez policzek ofiary. Mężczyzna przestał się ruszać, a jego powieki bezwładnie poszły w dół.
-Zadowolony.? -spytała rozgniewana.
-Czym niby? Przecież i tak go zabiłas.
-No tak, ale nie cierpiał. Zwylkle robie to bardziej brutalnie.-Odpowiedziała. Po czym wyjeła liste żeby sprawdzić czy jego imie zostało wykreślone.
niedziela, 7 października 2012
czwartek, 7 czerwca 2012
Rozdział 3
19.05.2002r.
Dźwięk gotującej się wody rozprzestrzeniał się po całym domu. Co jakiś czas woda wylewała się z czajnika.
-Woda się za gotowała - powiedział Amano który siedziała na wprost kuchenki.
Amaya spojrzała na niego tak jakby chciała powiedzieć ''nie jestem ślepa'' i wyłączyła gotującą się od jakiegoś czasu wodę zalała nią dwa kubki które stały na stole. Podała Amano herbatę i sama usiadła na krześle blisko niego.
-No to mów, co chcesz wiedzieć o tamtym dniu? -spytała chwytając kubek.
- Co chce wiedzieć?- powtórzył - Che wiedzieć dlaczego mnie nie zabiłaś.
-No bo wiesz.... nie zabijam dzieci, tym bardziej jak siedzą przy moich ofiarach i żałośnie krzyczą tak jak by mieli ich zaraz obudzić.- spojrzała na niego i wzięła łyk herbaty. Nadal nie wierzyła że ten sam dzieciak co sprzed kilku laty, siedzi teraz z nią w jej domu.
- A myślisz że jak miało się zachować 10 letnie dziecko.
- Ja też miałam wtedy dziesięć lat, a już zabijałam. Takie życie layków, nic na to nie poradzisz. A tak pro po to jakim jesteś laykiem?
- Ja jestem synem boga zabłąkanych dusz.- wymruczał.
- Ej, czyli widziałeś swoich rodziców po śmierci?
- Powiedziałem ''zabłąkanych''. Widzę tylko takie dusze które coś trzyma na ziemi.
- Czyli twoich rodziców nic nie trzymało na ziemi?- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Zamknij się.- krzykną.
- Dobra , dobra.- Tylko się spytałam.- spuściła wzrok
- A twoi starzy, gdzie są. I w ogóle jak mogą ci na coś takiego pozwalać? - spytał zdenerwowany
- Nie żyją od kilu lat.
- Jak umarli?
- Zabiłam ich. Ojciec bił moją matkę. Jakoś to znosiła , ale było jeszcze gorzej. Mama zdradziła tatę. Jak się o tym dowiedział to w domu wybuchła awantura. Mój ojciec zgwałcił moja matkę, a potem pobił. Nie mogłam wybaczyć matce jej zdradę, a ojcu że tak traktował mamę. Więc ich zabiłam. Nie potrzebuje ich. Jak widzisz mieszkam sama i niczego mi nie brakuje.- Amaya spojrzała na przerażoną minę Amano.- Nie bój się, tak długo jak nie dostane listy do zabicia na której będziesz nie zabije cię. Tylko ty też uważaj i nie dotykaj mnie.
- Jak to ''nie dotykaj mnie''.?- patrzył na Amay'e tak jakby zobaczył jakiegoś potwora.
- No normalnie. Bo widzisz, mam to do siebie że zabijam dotykiem.- radośnie powiedziała.
Dźwięk gotującej się wody rozprzestrzeniał się po całym domu. Co jakiś czas woda wylewała się z czajnika.
-Woda się za gotowała - powiedział Amano który siedziała na wprost kuchenki.
Amaya spojrzała na niego tak jakby chciała powiedzieć ''nie jestem ślepa'' i wyłączyła gotującą się od jakiegoś czasu wodę zalała nią dwa kubki które stały na stole. Podała Amano herbatę i sama usiadła na krześle blisko niego.
-No to mów, co chcesz wiedzieć o tamtym dniu? -spytała chwytając kubek.
- Co chce wiedzieć?- powtórzył - Che wiedzieć dlaczego mnie nie zabiłaś.
-No bo wiesz.... nie zabijam dzieci, tym bardziej jak siedzą przy moich ofiarach i żałośnie krzyczą tak jak by mieli ich zaraz obudzić.- spojrzała na niego i wzięła łyk herbaty. Nadal nie wierzyła że ten sam dzieciak co sprzed kilku laty, siedzi teraz z nią w jej domu.
- A myślisz że jak miało się zachować 10 letnie dziecko.
- Ja też miałam wtedy dziesięć lat, a już zabijałam. Takie życie layków, nic na to nie poradzisz. A tak pro po to jakim jesteś laykiem?
- Ja jestem synem boga zabłąkanych dusz.- wymruczał.
- Ej, czyli widziałeś swoich rodziców po śmierci?
- Powiedziałem ''zabłąkanych''. Widzę tylko takie dusze które coś trzyma na ziemi.
- Czyli twoich rodziców nic nie trzymało na ziemi?- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Zamknij się.- krzykną.
- Dobra , dobra.- Tylko się spytałam.- spuściła wzrok
- A twoi starzy, gdzie są. I w ogóle jak mogą ci na coś takiego pozwalać? - spytał zdenerwowany
- Nie żyją od kilu lat.
- Jak umarli?
- Zabiłam ich. Ojciec bił moją matkę. Jakoś to znosiła , ale było jeszcze gorzej. Mama zdradziła tatę. Jak się o tym dowiedział to w domu wybuchła awantura. Mój ojciec zgwałcił moja matkę, a potem pobił. Nie mogłam wybaczyć matce jej zdradę, a ojcu że tak traktował mamę. Więc ich zabiłam. Nie potrzebuje ich. Jak widzisz mieszkam sama i niczego mi nie brakuje.- Amaya spojrzała na przerażoną minę Amano.- Nie bój się, tak długo jak nie dostane listy do zabicia na której będziesz nie zabije cię. Tylko ty też uważaj i nie dotykaj mnie.
- Jak to ''nie dotykaj mnie''.?- patrzył na Amay'e tak jakby zobaczył jakiegoś potwora.
- No normalnie. Bo widzisz, mam to do siebie że zabijam dotykiem.- radośnie powiedziała.
sobota, 5 maja 2012
Rozdział 2
16.05.2002r.
Na zmęczoną twarz Amay'i padały promienie słońca które dostały się przez brudne okno jej pokoju. Kolejny raz nie spała całą noc. Kolejny raz śnił się ten sam koszmar w którym był ten sam chłopiec z tą samą zapłakaną twarzą. Amaya coraz częściej zadawała sobie pytanie czy dobrze zrobiła. Sięgnęła pogniecioną gazetę która leżała przy jej łóżku.
-"Masakra w rodzinie. Czy są powody do strachu?"- zaczęła po raz kolejny czytać nagłówek gazety z 1995r. -''Wczoraj o godzinie 23.46 znaleziono zmasakrowane ciała dwójki dorosłych. Sprawca na razie nie znany. policja wszczęła postępowanie. Czy mamy powody się bać? Policja prosi o zachowanie ostrożności."- czytała dalej. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Odłożyła gazetę i wstała z łóżka. Ubrała zadurzą czarną bluzkę i podążyła do kuchni. Wzięła mleko z lodówki, kiedy właśnie usłyszała pukanie. Amaya podeszła do drzwi i otworzyła je. Za nimi był młody chłopak który wydawał się być jej dziwnie znajomy.
-Amaya? -spytał nie pewnie chłopak.
-Tak, a kto pyta?- przypatrywała się jemu bardzo dokładnie tak jak by miała sobie zaraz przypomnieć gdzie go już widziała.
- Chłopak któremu spieprzyłaś życie.- wykrzyczał z łzami w oczach.
Amaya stała w drzwiach patrząc na chłopaka ze zdziwieniem. Nie sądziła że spotka go jeszcze, a na pewno nie sądziła że będzie stał przed jej domem.
- Cze..czemu ich zabiłaś?- spytała z zapłakaną twarzą.
-Jak mnie znalazłeś i skąd wiedziałeś że to ja?
- To nie ja się powinienem tłumaczyć, tylko ty. Morderczyni. Zabije cie. Zabije, zobaczysz.
- Haha. Kotek mnie nie da się zabić.-uśmiechnęła się do nie go.
-Ja..Jak to nie da? -spytał z zdziwieniem.
-Jestem dzieckiem śmierci. Ja zabijam tych którzy już dawno powinni umrzeć. Przecież wiesz że laykry mają rożne moce i są dziećmi rożnych bogów, demonów i tym podobnych stworzeń które żyją na tym świecie. Możesz mnie nienawidzić, ale jak nie ja to kto inny ich by zabił.
- A...ale zniszczyłaś mi całe życie.-wymamrotał spod nosa.
Na zmęczoną twarz Amay'i padały promienie słońca które dostały się przez brudne okno jej pokoju. Kolejny raz nie spała całą noc. Kolejny raz śnił się ten sam koszmar w którym był ten sam chłopiec z tą samą zapłakaną twarzą. Amaya coraz częściej zadawała sobie pytanie czy dobrze zrobiła. Sięgnęła pogniecioną gazetę która leżała przy jej łóżku.
-"Masakra w rodzinie. Czy są powody do strachu?"- zaczęła po raz kolejny czytać nagłówek gazety z 1995r. -''Wczoraj o godzinie 23.46 znaleziono zmasakrowane ciała dwójki dorosłych. Sprawca na razie nie znany. policja wszczęła postępowanie. Czy mamy powody się bać? Policja prosi o zachowanie ostrożności."- czytała dalej. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Odłożyła gazetę i wstała z łóżka. Ubrała zadurzą czarną bluzkę i podążyła do kuchni. Wzięła mleko z lodówki, kiedy właśnie usłyszała pukanie. Amaya podeszła do drzwi i otworzyła je. Za nimi był młody chłopak który wydawał się być jej dziwnie znajomy.
-Amaya? -spytał nie pewnie chłopak.
-Tak, a kto pyta?- przypatrywała się jemu bardzo dokładnie tak jak by miała sobie zaraz przypomnieć gdzie go już widziała.
- Chłopak któremu spieprzyłaś życie.- wykrzyczał z łzami w oczach.
Amaya stała w drzwiach patrząc na chłopaka ze zdziwieniem. Nie sądziła że spotka go jeszcze, a na pewno nie sądziła że będzie stał przed jej domem.
- Cze..czemu ich zabiłaś?- spytała z zapłakaną twarzą.
-Jak mnie znalazłeś i skąd wiedziałeś że to ja?
- To nie ja się powinienem tłumaczyć, tylko ty. Morderczyni. Zabije cie. Zabije, zobaczysz.
- Haha. Kotek mnie nie da się zabić.-uśmiechnęła się do nie go.
-Ja..Jak to nie da? -spytał z zdziwieniem.
-Jestem dzieckiem śmierci. Ja zabijam tych którzy już dawno powinni umrzeć. Przecież wiesz że laykry mają rożne moce i są dziećmi rożnych bogów, demonów i tym podobnych stworzeń które żyją na tym świecie. Możesz mnie nienawidzić, ale jak nie ja to kto inny ich by zabił.
- A...ale zniszczyłaś mi całe życie.-wymamrotał spod nosa.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Rozdział 1
27.04.1995
Biała ściana w plamach krwi odbijała pomarańczowe promienie słońca które przedostawały się przez szczeliny pomiędzy zasłonami. Mały pokój w którym była tylko ona i jej ofiary. Cała była splamiona krwią. Kochała te uczucie kiedy mogła patrzeć na swoje ofiary jak do ostatniej chwili swojego życia się miotały i błagały o litość. Podeszła do kobiety która leżała skulona, Amaya usiadła na podłodze po czym delikatnym ruchem starła krople z polika kobiety. Zamknęła oczy i nie było już dla niej ratunku. Jej ciało stało się bez władne. Amaya zasmakowała krwi która była na jej dłoniach.
-Mniam- oblizała wargi.
Za pleców Amay'i było słychać kroki.
-Ktoś tam jest?- usłyszała głośne pytanie. Drzwi się uchyliły, a za nich wychylił się mały chłopiec.-Mamo? Tato?.- zapytał jeszcze raz chłopiec.Nie pewnym krokiem wszedł do pokoju gdzie zobaczył krew i ciała rodziców.- Ma-Mamo!? - podszedł do ciała kobiety z łzami w oczach. Obią martwe ciało jak najmocniej umiał. Amaya korzystając z okazji wymknęła się przez okno. Nie interesował ją chłopiec ani co się z nim stanie. Chciała jak najszybciej o tym zapomnieć. Chciała wrócić już do domu wykąpać się i uzupełnić swój dziennik zabitych. Chciała zapomnieć o chłopcu z tamtego domu.
Biała ściana w plamach krwi odbijała pomarańczowe promienie słońca które przedostawały się przez szczeliny pomiędzy zasłonami. Mały pokój w którym była tylko ona i jej ofiary. Cała była splamiona krwią. Kochała te uczucie kiedy mogła patrzeć na swoje ofiary jak do ostatniej chwili swojego życia się miotały i błagały o litość. Podeszła do kobiety która leżała skulona, Amaya usiadła na podłodze po czym delikatnym ruchem starła krople z polika kobiety. Zamknęła oczy i nie było już dla niej ratunku. Jej ciało stało się bez władne. Amaya zasmakowała krwi która była na jej dłoniach.
-Mniam- oblizała wargi.
Za pleców Amay'i było słychać kroki.
-Ktoś tam jest?- usłyszała głośne pytanie. Drzwi się uchyliły, a za nich wychylił się mały chłopiec.-Mamo? Tato?.- zapytał jeszcze raz chłopiec.Nie pewnym krokiem wszedł do pokoju gdzie zobaczył krew i ciała rodziców.- Ma-Mamo!? - podszedł do ciała kobiety z łzami w oczach. Obią martwe ciało jak najmocniej umiał. Amaya korzystając z okazji wymknęła się przez okno. Nie interesował ją chłopiec ani co się z nim stanie. Chciała jak najszybciej o tym zapomnieć. Chciała wrócić już do domu wykąpać się i uzupełnić swój dziennik zabitych. Chciała zapomnieć o chłopcu z tamtego domu.
czwartek, 23 lutego 2012
Uwaga
UWAGA
Od dnia 24.02.2012 zaczynam pisać na nowo. O tej samej tematyce tylko troszkę zmieniony :D Mam nadzieje że ten będzie się bardziej wam podobał. To tyle.
Od dnia 24.02.2012 zaczynam pisać na nowo. O tej samej tematyce tylko troszkę zmieniony :D Mam nadzieje że ten będzie się bardziej wam podobał. To tyle.
Miłego czytania :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)